Artur Rubinstein (1887–1982)



W 2007 roku przypadały 120. rocznica urodzin (Łódź, 28 stycznia 1887 r.) i 25. rocznica śmierci (Genewa, 20 grudnia 1982 r.) Maestra Artura Rubinsteina. Między innymi z tych okazji Sejm Rzeczypospolitej Polskiej rok 2007 ogłosił Rokiem Artura Rubinsteina, na wniosek Międzynarodowej Fundacji Muzycznej im. A. Rubinsteina w Łodzi (według pomysłu jej dyrektora, obecnie prezesa zarządu, Wojciecha Grochowalskiego).

Na cześć Artysty powstało i nadal powstaje wiele nowych książek, wydarzeń, filmów, audycji radiowych; organizowane są dwa międzynarodowe konkursy pianistyczne (w Bydgoszczy i Tel Awiwie). Jedną z najmłodszych instytucji jest Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina w Łodzi, powstała w 2005 roku. Jej głównym zamierzeniem i przedmiotem działalności jest organizacja Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego im. Artura Rubinsteina ('Rubinstein Piano Festivalu', organizowanego co 2 lata). Pierwsza edycja miała miejsce w dniach 10–18 października 2008 roku w Łodzi; druga 21-27 lutego 2011 roku, trzeci RPF odbywał się w dniach 22-27 kwietnia 2013 r., IV był w dniach 10-17 maja 2015, V zaplanowano na październik 2017. Zamiarem fundacji jest, aby najwięksi pianiści świata występowali w Łodzi, w mieście Rubinsteina, w hołdzie Rubinsteinowi. W latach niefestiwalowych fundacja organizuje w kraju i na świecie koncerty, recitale, wystawy, przeglądy filmów muzycznych, sesje popularnonaukowe; promuje młodych pianistów.

Maestro znaczy Mistrz

Amerykanie uwielbiali nazywać tego wybitnego pianistę, artystę, chopinistę i łodzianina "królem fortepianu", "księciem fortepianu" – choć określenia te bardzo denerwowały Mistrza. Trafniejszym jest nazywanie go – jako Artysty najwybitniejszego, wzbudzającego zachwyt i podziw do dziś – po prostu Maestrem.
Artur Rubinstein był z urodzenia łodzianinem, przyszedł na świat przy ul. Południowej 28 (dziś ul. Rewolucji 1905 roku, chociaż adres ten jako miejsce jego urodzenia nie jest tak pewny..., mieszkali tam jego rodzice gdy się urodził) w rodzinie żydowskiej. Ojciec Izaac Rubinstein był drobnym tkaczem, matka Felicja z Heymanów zajmowała się domem. Rubinsteinowie mieli siedmioro dzieci, Artur był najmłodszy; od kiedy zapamiętał, mieszkali w kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 78. Aby rozwijać swój wielki talent, Artur musiał wyjechać z Łodzi – dla rodziców było naturalne, że należy oddać chłopca-geniusza muzycznego do wielkich mistrzów, takich znaleziono w Berlinie. Zarekomendowany przez prof. Josefa Joachima, pobierał lekcje fortepianu u prof. Heinricha Bartha; prof. Joachim znalazł sponsorów na pokrycie kosztów kształcenia młodego Artura. Podczas wakacji bywał z artystycznymi wizytami m.in. u Ignacego Jana Paderewskiego w Szwajcarii.


Debiutował w Berlinie w 1900 roku, uważa się, że światową karierę Rubinstein rozpoczął w Paryżu w 1904 roku, na owej swojej 'wielkiej gali' zagrał m.in. Koncert fortepianowy f-moll F. Chopina i Koncert fortepianowy g-moll C. Saint-Saensa oraz entuzjastycznie i z werwą Etiudę a-moll op. 25 nr 11 F. Chopina. Odniósł wówczas wielki sukces! Oblicza się, że przez ponad 80 lat swojego długiego, aktywnego artystycznego życia wystąpił ok. 6.000 razy.


W przypadku Rubinsteina zachwyt i podziw wzbudzały (i wzbudzają) nadzwyczajna pamięć muzyczna oraz nieograniczone możliwości wirtuozowskie. Grę Maestra charakteryzowały: potężne forte, ekspresja, pełnia i soczystość dźwięków. Oczarowywał słuchaczy swą grą, dostarczając im niezapomnianych wzruszeń. Jeżeli chodzi o zrozumienie Chopina i wyjątkową interpretację jego muzyki, Rubinsteinowi zapewne pomagało w tym 'polskie wychowanie', przebywanie w polskich środowiskach (tak w kraju, jak i poza nim), następnie żona Polka (Aniela z Młynarskich) i polski dom jaki stworzyli. Ponadto baczne obserwacje, spostrzeżenia i doświadczenia wyniesione z najmłodszych lat z Łodzi, tak z Polakami, jak Rosjanami i Niemcami, zostawiły ślady na całe życie. Rubinstein znał doskonale historię Polski; dużo czytał, jako kilkuletni chłopiec przeczytał Trylogię Henryka Sienkiewicza, którą był zafascynowany. Szczerze kochał Polskę, uważał się za polskiego patriotę, u startu kariery otrzymał wielką pomoc finansową od Polaków (m.in. od księcia Lubomirskiego), potem sam pomagał Polakom. Do końca życia znakomicie mówił po polsku – mimo, że wyjechał z kraju na stałe w wieku 9 lat.

Miał ogromne zasoby temperamentu, fantazji, poetyckości; można powiedzieć, że w pełni zrozumiał i posiadł tajemnice polskiego romantyzmu. Był człowiekiem wyjątkowo inteligentnym, bardzo zdolnym, o wysokiej kulturze muzycznej – zatem, choćby wymienione tu zagadnienia i cechy jego charakteru przekonują, że doskonale wiedział, na czym polega "romantyczność" dzieł Chopina i jak ją wydobywać.

Rubinstein to nie tylko jeden z największych pianistów XX wieku, ale i jedna z największych osobowości minionego stulecia. (Wymieniam tu z kronikarskiego obowiązku kilku wybitnych polskich pianistów XX wieku: Paderewski, Michałowski, Hofmann, Zimerman). Jego pojawienie się elektryzowało niemal całe państwo, w którym koncertował. Jego kunszt artystyczny olśniewał największe światowe widownie teatrów i filharmonii, występował z największymi orkiestrami filharmonicznymi i pod dyrekcją najwybitniejszych dyrygentów, że wymienię tylko: J. Barbirollego, D. Barenboima, G. Fitelberga, V. Golschmana, E. Młynarskiego, E. Ormandy'ego, F. Reinera, W. Rowickiego, L. Stokowskiego, A. Toscaniniego.

Został obdarzony przez Boga talentem, którego nie zmarnował. Był twórcą i odtwórcą rzeczy pięknych; nie tylko znakomicie grał na fortepianie, ale przyciągał ludzi do muzyki poprzez swój sposób bycia i życia, osobisty czar i promieniujące umiłowanie muzyki i życia, poprzez kontakt ze słuchaczem – tak na estradzie jak i poza nią. Mówił żartobliwie, że uprawianie muzyki sprawia mu tak samo wielką radość jak uprawianie miłości. Był znakomitym gawędziarzem i do tego stopnia lubił mówić, że był niezadowolony gdy ktoś inny chciał dominować i wieść prym przy stole; narzekał nawet na Francuzów, że są zbyt gadatliwi i często nie można ich przegadać... Znał kilka języków, przyjaźnił się z największymi ludźmi ówczesnego świata. Dość powiedzieć, że miał doskonały kontakt z ludźmi, którzy lgnęli do niego, gdziekolwiek się pojawił.
Rubinstein udzielał wspaniałych wywiadów prasowych, radiowych i telewizyjnych, napisał wspomnienia, występował w filmach, nagrał mnóstwo płyt i audycji. Warto jeszcze raz powtórzyć: on nie tylko grał dla publiczności, ale i rozmawiał z nią. Radość życia promieniowała od niego na innych – z tym większym zainteresowaniem słuchano go i zachwycano się jego interpretacjami muzyki kompozytorów z wielu krajów i kultur. Jest wzorem do naśladowania, wybitni młodzi artyści mają w tym wypadku punkt odniesienia, jak budować swój image i swoją karierę, jak zainteresować sobą słuchaczy, ale i... menedżerów. Niestety, większość wybitnych współczesnych pianistów nie ma tej rubinsteinowskiej magii, tej bliskości i miłości życia.

Chopin, Szymanowski...
Rubinsteina uważa się za największego propagatora twórczości Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego, za wielkiego popularyzatora polskiej muzyki; popularyzatora muzyki romantycznej. Jako jeden z niewielu polskich pianistów XX wieku – na równi z Ignacym Janem Paderewskim – do dziś jest rozpoznawany na całym świecie. Niestety, wiele osób z różnych krajów kojarzy Go bardziej jako Amerykanina niż Polaka – a przecież Rubinstein był i czuł się Polakiem do końca swojego długiego życia, mimo że po wojnie przyjął obywatelstwo amerykańskie i zamieszkał w Stanach Zjednoczonych (posiadał także domy w Paryżu i w Hiszpanii, był rezydentem w Genewie). Jak pisałem wyżej, do końca życia mówił wspaniale po polsku, mówił nienaganną polszczyzną, jakiej wielu dzisiejszych "medialnych" polskich tzw. VIP nie zna...
Rubinstein promował w świecie muzykę i osobę Karola Szymanowskiego (zmarłego w 1937 r.), z którym się bardzo przyjaźnił. Znakomity Szymanowski (następca Chopina) komponował utwory specjalnie dla Rubinsteina, i wiele jemu zadedykował, w tym słynną "IV Symfonię koncertującą" na fortepian i orkiestrę. Wiele utworów fortepianowych napisał dla Rubinsteina inny znakomity polski kompozytor (określany z kolei następcą Szymanowskiego) – Roman Maciejewski (zmarły w 1998 r.). Jak żaden inny pianista, Rubinstein czuł polskiego, słowiańskiego ducha muzyki Chopina, którego odkrył dla siebie chyba późno. Był znakomitym chopinistą, mówił, że muzyka tego kompozytora jest zapisana nie tylko w nutach (ją pewnie większość muzyków potrafi odtworzyć), ale także w białych przestrzeniach między nutami. O Chopinie mawiał: mój rodak.
Spośród kompozytorów, których najczęściej i najchętniej grywał Rubinstein, należy wymienić (wykaz alfabetyczny): Albeniza, Bacha, Beethovena, Brahmsa, Chopina, Czajkowskiego, Debussy'ego, Dworzaka, deFallę, Griega, Liszta, Mozarta, Prokofiewa, Rachmaninowa, Ravela, Schuberta, Schumanna, Saint-Saensa, Skriabina, Strawińskiego, Szymanowskiego, Villę-Lobosa. Pierwszym jego ulubionym kompozytorem był Brahms, chwilowo zafascynował się Wagnerem, ale najtrwalej zdaje się zapisali się w sercu pianisty: Mozart, Chopin i Beethoven.
Rubinstein mówił w 1968 r.: "Wykonywanie wielkiej muzyki zawsze musi zawierać element odwagi, ryzyka. Dziś młodzi muzycy są zbyt ostrożni. Tak, jakby wyciągali swoją muzykę z kieszeni, zamiast z serca. Poza tym niewiele wiedzą o pedalizacji i sposobach wydobycia dźwięku".

Polsce i Polakom

W czasie I wojny światowej Artur Rubinstein występował na rzecz Czerwonego Krzyża, na rzecz Polski; w czasie II wojny występował na koncertach dobroczynnych, w tym na rzecz polskich uchodźców, wspierał Polaków materialnie. Publicznie namawiał Amerykanów do przystąpienia do wojny, podkreślając przy tym ogromny wojskowy wysiłek Polski.
Artur Rubinstein zostanie na zawsze w pamięci Polaków także z powodu wielkiego i wyjątkowego gestu, jaki wykonał w operze w San Francisco podczas koncertu dla delegatów i gości Konferencji Pokojowej na której powołano ONZ. Koncert ten, zapomniany niestety przez lata przez Polaków, miał miejsce (jak ustaliłem po latach po żmudnych poszukiwaniach) w niedzielę 13 maja 1945 r., w trakcie wspomnianej Konferencji Narodów Zjednoczonych odbywającej się w terminie 25 IV-26 VI 1945, zakończonej podpisaniem Karty Narodów Zjednoczonych i inaugurującej działalność Organizacji Narodów Zjednoczonych. Otóż nie widząc polskiej flagi wśród rzędu wielobarwnych flag (Stalin nie zgodził się na udział polskiej delegacji w Konferencji i fotele polskie były puste...), reprezentujących narody zebrane tam po zakończeniu II wojny światowej, Maestro zmienił nieco program swojego recitalu. Po obowiązkowym odegraniu hymnu amerykańskiego, pieśni "The Star-Spangled Banner", przed właściwym programem wstał od fortepianu i wypowiedział ze sceny słowa oburzenia z powodu braku polskiej flagi. Zapowiedział, że zagra hymn polski – Mazurka Dąbrowskiego. Po odegraniu hymnu mocnym forte, wszyscy wstali, rozległy się niesamowite owacje. Następnie wykonał program, w nim Beethoven, Chopin, Villa-Lobos, Ravel... był to tzw. koncert improwizowany, bez drukowanego programu, artysta zapowiadał osobiście kolejne utwory, dobierał je zależnie od zmieniającego się nastroju, reakcji sali, stanu fortepianu. Zachowanie Rubinsteina wywołało nie tylko wielką euforię zebranych, ale i zaskarbiło – i tak już wielką – miłość i serca Polaków do Artysty. Zakończona przecież II wojna światowa żadnego kraju tak okrutnie nie doświadczyła jak Polski, ponadto byliśmy ważnym aliantem... pominiętym niestety w paradach zwycięstwa. Delegacji bolszewików przewodził Wiaczesław Mołotow (wł. Wiaczesław Michaiłowicz Skriabin), minister spraw zagranicznych Związku Radzieckiego, prominentny działacz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – kraju, który po niemieckiej okupacji Polski zawłaszczył ją w 1945 r. na kilkadziesiąt lat. Za ów wspaniały patriotyczny czyn Rubinstein otrzymał od Polonii ("w imieniu milionów Polaków w USA") dyplom Polskiej Ligi Sztuk Pięknych w Pittsburghu. Koncert Rubinsteina w operze w San Francisco był symboliczny dla Polski, zaznaczał naszą obecność i ratował tam nie tylko nasz honor... Ale powrót artysty do kraju możliwy był dopiero w 1958 roku, wiele lat po śmierci Stalina, po tzw. odwilży 1956 roku...
W wieku 89 lat powiedział o Polsce: "Kocham mój kraj rodzinny, ale jest to miłość, która nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem czy szowinizmem... małą część życia spędziłem w kraju. Ale wszystko, co polskie, ma dla mnie nieodparty urok i często przyprawia mnie o nostalgię. Źródłem tego może być coś, co nazwałbym autentycznością. Pory roku na przykład są tu autentyczne: nie ma mowy o pomyłce, są tym, czym powinna być symfonia – czterema częściami, idealnie ze sobą zharmonizowanymi. Nie ma żadnego pomieszania, każda pora przeżywa swój krótki żywot, osiągając pełnię właściwego dla niej piękna".
Po zakończeniu II wojny światowej, pierwszy raz do Polski Rubinstein przyjechał w 1958 r., dwa lata później Maestro był honorowym przewodniczącym jury VI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina w Warszawie (1960). Inaugurując Konkurs, 22 lutego 1960 r. wystąpił w Filharmonii Narodowej w Warszawie z Orkiestrą Symfoniczną FN pod dyrekcją Witolda Rowickiego. Wykonał: II Koncert fort. f-moll F. Chopina, II Koncert fort. B-dur J. Brahmsa; na bis Polonez As-dur op. 53). Dwa dni później, 24 lutego 1960 roku dał koncert w Zabrzu, w Hali Ludowej (obecnie "Dom Muzyki i Tańca") choć wielu uważa że było to w Katowicach w Radiowym Domu Muzyki, przy ul. Plebiscytowej, gdyż taki był pierwotny plan. Wystąpił w Zabrzu z Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia (obecny NOSPR) pod dyrekcją Jana Krenza, wykonano: IV Koncert fortepianowy G-dur L. van Beethovena oraz I Koncert fortepianowy e-moll F. Chopina. Po II wojnie światowej Rubinstein przybywał do Polski siedem razy: 1958, 1960, 1964, 1965, 1966, 1975, 1979; wizyty te zostały dobrze udokumentowane i przedstawione na wystawie planszowej autorstwa Wojciecha Grochowalskiego, mającej swoją premierę w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej 23 lutego 2012 r.
Zawsze tam, gdzie koncertował, sale wypełniały się po brzegi melomanami. Tak było i w rodzinnej Łodzi, w której koncertował po raz ostatni w maju 1975 roku. Na widowni Teatru Wielkiego zasiedli melomani z Polski i Europy. Artysta miał wówczas 88 lat, znowu zabrzmiały koncerty Chopina i Beethovena. Honorarium za ten koncert zostawił w Łodzi – z przeznaczeniem na ufundowanie dorocznej nagrody dla najzdolniejszego muzycznie młodego łodzianina.
Rubinstein był zaprzyjaźniony z największymi postaciami minionego wieku: królami i królowymi, prezydentami, premierami rządów, generałami, artystami, naukowcami, intelektualistami, politykami... Przyjaźnił się z wybitnymi Polakami, w tym m.in. ze: wspomnianym Karolem Szymanowskim, kompozytorem Romanem Maciejewskim, skrzypkiem Pawłem Kochańskim, pianistą Romanem Jasińskim, poetami Janem Lechoniem i Julianem Tuwimem – dopóki ten drugi nie wrócił po wojnie do komunistycznej Polski. Przyjaźnił się z malarzem Romanem Kramsztykiem, który zginął w getcie warszawskim. Częstym gościem w paryskim domu Rubinsteinów był reżyser Roman Polański, podejmował w nim także kilka dni Krystiana Zimermana, gdy ten zwyciężył w konkursie Chopinowskim w 1975 r.

***

Rubinstein uważał, że Warszawa w pełni zasługiwała na miano Paryża Wschodu, a warszawianki były najpiękniejszymi kobietami na świecie... Oddajmy Mu na chwilę głos, oto co pisał we wspomnieniach (Moje młode lata, wyd. I 1973): "Warszawskie kobiety zasługują na osobny rozdział! W tym miejscu chciałbym jedynie stwierdzić, że – moim skromnym zdaniem – są to najbardziej pociągające przedstawicielki słabej płci na całej kuli ziemskiej! Do niewieściego wdzięku i szyku paryżanek dodajmy sławny charme slave, nordycką urodę połączmy z włoskim temperamentem i bujnością, a wówczas dopiero potrafimy wyobrazić sobie typową warszawiankę".


Honory
Artur Rubinstein został nagrodzony najwyższymi odznaczeniami i orderami świata. Był Wielkim Oficerem Francuskiej Legii Honorowej; kawalerem amerykańskiego Prezydenckiego Medalu Wolności (ustanowionego w 1963 r. przez prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego), udekorowano go wstęgą Kennedy Center, krzyżem oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, otrzymał komandorię z gwiazdą Orderu Zasługi Republiki Włoskiej, wielkiego hiszpańskiego Orderu Alfonsa X, komandorię z gwiazdą Orderu Imperium Brytyjskiego i wielu, wielu innych. Był członkiem francuskiej Académie des Beaux-Art (Akademii Sztuk Pięknych), która jak Akademia Francuska wchodzi w skład Instytutu Francuskiego. Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku nadała Mu w 1957 roku Medal Uznania za zasługi dla kultury polskiej i amerykańskiej. Posiadał doktoraty honoris causa największych uniwersytetów, w tym: University Yale, University of California, University of Columbia, a także Akademii Muzycznej w Warszawie, obecnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina. Otrzymał honorowe obywatelstwo wielu miast świata, nagrał ponad 200 płyt, wręczono mu Oscara za udział w filmie "L'Amour de la Vie" w reżyserii francuskiego reżysera Francois Reichenbacha (prod. 1969 r.), film otrzymał Oscara w kategorii: najlepszy film dokumentalny; Rubinstein zagrał w nim samego siebie. Figurka Oscara, którą wręczył mu Gregory Peck w domu w Paryżu, znajduje się w Muzeum Miasta Łodzi w Galerii Muzyki im. A. Rubisteina.
Był żonaty z Anielą (Nelą) z Młynarskich, córką Emila Młynarskiego, wybitnego dyrygenta, założyciela Filharmonii Narodowej w Warszawie. Rubinsteinowie mieli czworo dzieci (piąte zmarło po urodzeniu): Ewę, Pawła, Alinę i Johna – wszyscy mieszkają w Stanach Zjednoczonych.
Trzeba też wspomnieć o pisowni imienia Rubinsteina, który życzył sobie, by jego imię w Polsce i krajach słowiańskich pisano Artur, w krajach anglojęzycznych Arthur, a w Hiszpanii i Włoszech – Arturo. Fiodor Szalapin zwracał się do niego per Artusza.

***

Gdy jako kilkunastoletni młodzieniec podbijał widownie sal koncertowych w Europie, będąc w wieku poborowym, był poszukiwany przez Rosjan celem odbycia służby wojskowej – był przecież poddanym cara Rosji. Uczył się i mieszkał poza Polską, ale zameldowany był w Łodzi, czyli w zaborze rosyjskim. Aby nie zabrano go do carskiego wojska np. w czasie tournee i nie posłano na wojnę, znajomi postanowili pomóc mu zdobyć odpowiednie dokumenty. Udało się uzyskać bodaj w 1911 r. "papier" od rosyjskiego ambasadora w Rzymie, rozkochanego w muzyce Artura Rubinsteina, melomana, księcia Dołgorukiego. W treści dokumentu napisano któregoś wieczoru po koncercie, zapewne przy winie: "W imieniu Jego Cesarskiej Mości Mikołaja II, Cara Wszechrosji, prosimy o udzielenie pomocy i opieki naszemu poddanemu, Arturowi Rubinsteinowi...". Dalej wpisano datę i miejsce urodzenia: Warszawa, 1889 r. – tak jak sprytnie podał wypisującemu dokument urzędnikowi sam zainteresowany, "gorliwy" poddany JCM. Dokument był jak list żelazny! Odmłodzony artysta mógł już bezpieczniej poruszać się po Europie i dalej koncertować. Ale nawet dziś nie wszyscy piszący o Artyście – jak się okazuje – znają właściwą datę i miejsce urodzenia pianisty, bo w wielu biografiach podawany jest rok urodzenia 1889 a miejscem urodzenia Artura pozostaje nadal Warszawa – którą zresztą uwielbiał.

W hołdzie Rubinsteinowi

Maestro napisał dwie pozycje wspomnieniowe (Moje młode lata, Moje długie życie), kilka książek napisano o nim. W Muzeum Miasta Łodzi znajduje się duży zbiór pamiątek po Artyście, przekazany przez rodzinę po jego śmierci, utworzono tam sale jego pamięci – Galerię Muzyki im. Artura Rubinsteina. Jego imię nosi Filharmonia Łódzka. Na jego cześć organizowane są na świecie konkursy pianistyczne, największy odbywa się co trzy lata w Izraelu (The Arthur Rubinstein International Piano Master Competition), w Bydgoszczy jest organizowany Międzynarodowy Konkurs dla Młodych Pianistów jego imienia organizowany przez Państwowy Zespół Szkół Muzycznych im. Artura Rubinsteina. W Łodzi powstała w 2005 r. za zgodą rodziny Maestra – Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina, organizująca Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Artura Rubisnteina "Rubinstein Piano Festival".
W Muzeum Miasta Łodzi organizowane są (ale także w Łodzi, Polsce i na świecie) przez fundację koncerty i recitale fortepianowe. W Łodzi fundacja zorganizowała cykle koncertów zatytułowane: "Łódzcy pianiści w hołdzie Arturowi Rubinsteinowi" (2007, 2009), "Łódzcy kameraliści w hołdzie Arturowi Rubinsteinowi" (2010), "Łódzkie orkiestry w hołdzie Arturowi Rubinsteinowi" (2011) w którym wystąpili także czołowi łódzcy pianiści, głównie z Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów. Fundacja organizuje wystawy, przeglądy filmów muzycznych, wydaje książki i płyty; do występów zapraszani są młodzi utalentowani pianiści ze świata. Od 2009 roku jest organizatorem "Dni Chopina" – koncert w weekend w okolicach 17 października, rocznicy śmierci Kompozytora. Dni takie odbyły sie już w Rapperswilu (X 2009), w Paryżu (V 2010) i Łodzi (X 2009, 2010, 2011). Na jubileuszowy 2012 rok zaplanowano szereg imprez w Łodzi, Polsce i na świecie, w tym koncert galowy z Carnegie Hall w Nowym Jorku, 15 grudnia 2012 r, z okazji 30. rocznicy śmierci Artysty.
Wojciech Grochowalski

Projekt "złotego" plakatu Roku Artura Rubinsteina – Tadeusz Piechura